Trzyma się na słowo honoru

Jeśli jeszcze tego nie mówiłem, to powiem po raz pierwszy, jeśli już wspominałem, to powtórzę się raz jeszcze. Wszystko budowane w chinach trzyma się na słowo honoru. Dzisiaj tego doświadczyłem na własnej skórze.

Chodzenie po ścianach…

Taka sytuacja. Przerwa, więc idę za potrzebą na pięterko. Chwila i wracam na zajęcia. Schodząc ze schodów trzymam się poręczy. Coś mnie jednak tknęło, żeby dotknąć się listwy przy płytkach na przeciwległej ścianie.

Odpadnięty fragment zaznaczony na zielono (zdjęcie robione kalkulatorem)

Fragment, który odpadł zaznaczony na zielono (zdjęcie robione kalkulatorem)

Jeden dotyk i… huk niemiłosierny! Z metr płytek huknął na schody, a za nimi metalowa listwa „zabezpieczająca“ płytki od góry. Jak nie gwizdnęło w ziemię. Listwa klika razy huknęła o kilka stopni. W międzyczasie jeszcze parę płytek odpadło, a te rozkruszyły się w piach na schodach. Ja w lekkim szoku. Ok, rozumiem, złamać dwa klucze jednego dnia, można mieć szczęście lub siłę w rękach, ale żeby jednym palcem zburzyć metr płytek, które na ścianie są od dobrych paru lat? To albo płytkarz wykonał fuszerkę, albo ich cement jest z piasku i wody, a po wyschnięciu trzyma na słowo honoru.

Zszedłem schodek, patrzę zza drzwi wybiega Michał. Patrzy co się dzieje. — Myślałem, że ktoś coś niósł i się wywalił, — mówi. Ja na to, że jeden ruch palcem zmiótł kawałek ściany, co on skomentował, charakterystycznym chińskim lekko ironicznym 没关系 /méi guān xì/ (Nic się nie stało) „przynajmniej jakiś płytkarz będzie miał teraz robotę”. A w Polsce trzeba kilka dni młotem zbijać płytki… I po co.

Po tym przynajmniej 2 nauczycieli schodziło tymi schodami. Żaden nie zareagował. Oznacza to tylko jedno — przyzwyczajenie do takiego stanu rzeczy. Można by zacytować Hankę, prezydentową Warszawy: Rozsypało się, to się rozsypało, po co drążyć temat. Przyznam się szczerze, że po dzisiejszym boję się jechać do Xi’anu do Armii Terakotowej…

Schody i kanały

Dobra, ale w ostatnim czasie, to nie jedyna „katastrofa budowlana”. Nie dalej jak wczoraj poszliśmy za bramę wschodnią na jedzenie. Siedzimy, spożywamy. Jedzie sobie koleś na trzykołowym motorze/wozie. Dojeżdża jakieś 5 metrów przed nami i nagle trzask. Koleś stoi. Patrzę, a przednie koło wpadło do studzienki melioracyjne. Co ciekawe, kamień zabezpieczający studzienkę ani nie wpadł, ani nie osunął się na bok, tylko zawisł koło koła. Całą sytuację widziała spora liczba osób. Tuż przed nim stało 3 rosłych chłopa, ale żaden się nie pokwapił, żeby pomóc podnieść pojazd. Wcześniej wspomniany Michał otarł twarz z makaronu, zkasał rękawy i poszedł na ratunek. Na szczęście motór był sprawny i pan mógł dalej jechać swoją drezyną. Sprzedawca makaronu z budki, w której siedzieliśmy złapał miskę wody i kazał Michałowi umyć ręce. Lekki szok, ale na plus.

Ściana na klatce schodowej w yantaiskim ośrodku medycyny podróżniczej. Ośrodek zdrowia... pozostawia wiele do życzenia 1/125sec @f/2, ISO400  35mm @  AF 35mm f/2D Shutter Priority, CLOUDY

Ściana na klatce schodowej w yantaiskim ośrodku medycyny podróżniczej. Ośrodek zdrowia… pozostawia wiele do życzenia

Z innych budowli wspomnę jeszcze tylko dwie: schody i parapety. Zaliczę je do jednej kategorii. Schody w dużym procencie są wyszczerbione.

To znaczy w miejscach, gdzie płyta zwisa najczęściej dochodzi do ułamania się fragmentu schodka. Ale to żaden problem. Przecież można wziąć płytę, wyciąć prostokąt i wkleić go w ułamane miejsce. Schodek cały, piesi bezpieczni. Parapety? Sypią się jak zamki z piasku. Wystarczy nawet nie ma co próbować otwierać butelkę o taki marmur, bo kapsel z niej nie zejdzie, a tylko ubrudzisz sobie spodnie.

Pewnie, że nie wszystko i wszędzie jest takie jak o tym teraz napisałem, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że spora większość budynków ma mizerną jakość. Jako nowe, wyglądają dobrze z zewnątrz. W środku też nie jest źle, ale generalnie nie dba się o nie. Z czasem to wszystko zaczyna sypać się. Nie wiem czy słowo „remont” nie jest w słownikach budowniczych, czy może gospodarka nie może wejść w zastój, więc lepiej postawić coś na słowo honoru, potem zburzyć i postawić nowy budynek.

Krzysiek (潘立夫)

Krzysiek (潘立夫)

Tłumacz, językoznawca, pasjonat języków, uwielbiający podróże i fotografie. Absolwent sinologii i anglistyki KUL. GVer

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>